Karta czy konto walutowe – jak płacić za granicą?

M.B. - .

Jakiekolwiek wydatki za granicą wiążą się z dodatkowymi kosztami, akie trzeba kiedyś ponieść niezależnie od tego, jaką formę płatności się wybierze. Różnice tkwią w momencie pobrania dodatkowych opłat i możliwości uczynienia ich mniej uciążliwymi.

Karta kredytowa

Karta kredytowa może zostać przez bank wydana w obcej walucie. Jest to na pewno wygodny sposób regulowania opłat przez klientów detalicznych – w sklepie wystarczy zatwierdzić transakcję i o ile prowadzona jest w tej samej walucie, co środki zgromadzone na koncie, to wszystko odbywa się bez dodatkowych opłat, czyli ponosi się tylko koszt wydania i użytkowania karty oraz odsetki od kredytu. Teoretycznie wydaje się, że to niezły układ, ponieważ można uniknąć dodatkowych opłat.

Czy na pewno?

Jeśli się nad tym zastanowić, to wcale nie. Karta kredytowa walutowa jest swego rodzaju kontem walutowym, na którym jednak nie ma środków, a jedynie dopuszczalny limit, a to oznacza, że limit ten trzeba wyrównać, jeśli się go wyda. To logiczne. Ale konto karty jest prowadzone w obcej walucie, dla ustalenia uwagi posłużę się przykładem Euro. Problem tkwi w tym, że przy próbie uzupełnienia rachunku karty z rachunku w złotych mogą pojawić się przynajmniej dwie opłaty: po pierwsze Karta czy konto walutowe – jak płacić za granicą? przy przewalutowaniu, bo w końcu złotówki na Euro trzeba przeliczyć, a po drugie opłata za przelew walutowy. Jeśli oba rachunki są w tym samym banku, to większość przypadków nie będzie wymagała tej opłaty, ale taka możliwość istnieje. Można by było tego uniknąć, jeśli spłaci się kartę z konta walutowego, czyli w zasadzie wydłuży nieco drugi z zaproponowanych scenariuszy.

Konto walutowe

Otwarcie konta walutowego jest proste i w wielu bankach nie wymaga żadnych opłat. Wiele takich rachunków pozwala także na zamówienie bezpłatnej karty płatniczej debetowej i bezpłatne przelewy. Przy transakcjach za granicą najwygodniejsze będą płatności kartą dla detalistów i przelewy dla firm. Rozważmy opcje z kartą. Karta może, ale wcale nie musi, być bezpłatna. Tutaj jest więc pole to pierwszej prowizji, najczęściej niewysokiej, rzędu 25-50 złotych rocznie (oczywiście w odpowiednio przeliczonych walutach). Nie wszystkie banki poszły na rękę klientom i można znaleźć takie potworki, jak konto walutowe z płatnymi wypłatami za granicą lub nawet prowizją od transakcji bezgotówkowych w zagranicznych terminalach. Jest to potworek, owszem, ale warto o tym pamiętać. Jeśli takich opłat nie ma, to znów pojawia się taki sam problem, jak w przypadku karty kredytowej – skąd na koncie ma się wziąć waluta inna niż złotówka?

Tu opcje są trzy. Prosto, czyli z przewalutowania wpłaty złotówkowej. Druga opcja to przelew za pośrednictwem kantoru internetowego, co też jest płatne, ale to groszowe sprawy w porównaniu ze spreadami banku, a trzecia możliwość, najatrakcyjniejsza, ale i najrzadsza, to zarabianie w Euro i wpłata na konto walutowe prosto od pracodawcy.

Czego potrzebujesz?

W obu przypadkach pojawiają się takie same problemy, natomiast wbrew pozorom wydaje się, że konstrukcja karty kredytowej jest prostsza. Niemniej jednak jest to cały czas kredyt i to podstawowa wada tego rozwiązania. Jeśli więc chcesz wydawać własne pieniądze, to zostaje Ci tylko opcja konta walutowego, natomiast jeśli jesteś gotów żyć na kredyt, to karta kredytowa jest wygodniejsza i potencjalnie tańsza (jeśli oczywiście nie uwzględniasz odsetek w tym rachunku).

Obie te opcje mają podstawową wadę – gdzieś ta opłata za zmianę rodzimej waluty na obcą na pewno będzie. Możesz w różny sposób ograniczać jej wysokość i moment pobierania, ale jeśli chcesz zarabiać w złotówkach i wydawać w obcej walucie, to uniknąć się ich całkowicie nie da.